Odbierz swój prezent na dobry start

Ewa Binda i Agnieszka Sikorska rozmawiają o zakładaniu własnej firmy korektorskiej

Od zawodowej pustki do pracy jako korektorka i kalendarza wypełnionego zleceniami

Z tego artykułu dowiesz się m.in.:

• jak rozpoznać moment zawodowego zawieszenia i nie uciec od niego w kolejną „bezpieczną” decyzję;
• co pomaga podjąć decyzję o zmianie, gdy nie masz stuprocentowej pewności;
• jak budować dla siebie nową ścieżkę zawodową, gdy równolegle pracujesz na etacie;
• jak wygląda wejście do świata korekty i redakcji bez wcześniejszego doświadczenia zawodowego;
• czy brak portfolio naprawdę blokuje start – i co w praktyce okazuje się ważniejsze;
• w jaki sposób dociera się do pierwszych klientów (i dlaczego nie dzieje się to „przez przypadek”).

Czujesz, że coś w Twoim życiu zawodowym się kończy, ale nie wiesz jeszcze, co ma się zacząć?

Agnieszka Sikorska była dokładnie w tym miejscu. Przechodziła trudny okres prywatnie i zawodowo, a najgorsze w tym wszystkim było poczucie zawieszenia – Agnieszka nie miała pojęcia, w którą stronę pójść.

Właśnie wtedy algorytmy podsunęły jej informację o kursie dla korektorek. To wywróciło jej życie do góry nogami, a raczej: pozwoliło jej pewnie stanąć na własnych nogach – mimo że na początku nie wszyscy wokół widzieli sens w wybranym przez nią kierunku i musiała nauczyć się ufać przede wszystkim samej sobie.

Dziś Agnieszka prowadzi własną firmę korektorską i ma kalendarz wypełniony zleceniami. A wszystko zaczęło się od jednej decyzji na TAK – to ona uruchomiła kulę śniegową.

Posłuchaj rozmowy o decyzji podjętej wtedy, gdy nie ma się stuprocentowej pewności.

Spinacz biurowy

Co z tej rozmowy warto zabrać dla siebie?

  • Nie musisz mieć pełnej jasności, żeby zrobić pierwszy krok – wystarczy, że przestaniesz odkładać go w nieskończoność.
  • Decyzja podjęta w niepewności może uruchomić lawinę zdarzeń, których dziś jeszcze nie jesteś w stanie przewidzieć.
  • To, że inni nie widzą sensu w obranym przez Ciebie kierunku, nie oznacza, że ten kierunek jest błędny.
  • Zgoda dana samej sobie jest ważniejsza niż zgoda od świata.
  • Pierwsi klienci nie pojawiają się znikąd – są efektem konsekwencji i konkretnych działań: wysłanych ofert i przeprowadzonych rozmów.

Wersja do oglądania

Wersja do czytania

Ewa Binda: Cześć. Super, że jesteś ze mną i z Agnieszką Sikorską – absolwentką piątej edycji Słownej Agentki.

Agnieszka Sikorska: Cześć, dziękuję za zaproszenie.

Twoja droga może stać się inspiracją dla dziewczyn, które dostrzegły, że chcą czegoś nowego. Czy pamiętasz moment, w którym poczułaś, że wołają Cię książki, czyli redakcja i korekta?

Pamiętam ten moment. Książki od zawsze mnie wołały i chyba są w moim DNA. Jestem w nich po prostu zakochana i bardzo dużo czytam – nie tylko literaturę beletrystyczną, ale też psychologiczną. Ostatnio zakochałam się w realizmie magicznym.

Czekała mnie duża zmiana zawodowa i wiedziałam, że coś trzeba zmienić, tylko nie byłam do końca przekonana co.

W pewnym momencie poczułam pustkę, bo nie wiedziałam, w którą stronę iść: czy zostać w tym obszarze, w którym pracowałam, czy może rozglądać się zupełnie gdzieś indziej?

Szukając inspiracji w internecie, natrafiłam na Twoją stronę i później w mediach społecznościowych zaczęły mi się wyświetlać Twoje reklamy. I to był dla mnie znak.

A nie przypadek?

Nie. Algorytmy ściągnęły mnie do Ciebie i postanowiłam spróbować.

Miałam jednak bardzo duże wątpliwości. Czy tak, czy nie? W którą stronę iść? Czy na pewno?

Zwlekałam do ostatniej chwili. Zapisy do Słownej Agentki kończyły się o północy, a ja na 15 minut przed końcem zrobiłam wpłatę.

Powiedziałam sobie: „Teraz działamy tak i zobaczymy, jak będzie”. Naprawdę długo się wahałam, ale naprawdę warto było spróbować.

Co w takim razie zaważyło? Jaka myśl była w Twojej głowie, kiedy postanowiłaś zaryzykować? Bo tak naprawdę nikt nie wie, co go czeka po drugiej stronie.

Pomyślałam, że do odważnych świat należy. Jeżeli nie zaryzykowałabym, nie podjęłabym próby, to zostałabym w tym samym miejscu, w którym byłam. Cały czas zastanawiałabym się, co dalej zrobić ze swoim życiem. I być może nic by się nie zmieniło.

Poczułam, że praca z książkami to moje marzenie. Bardzo lubię czytać, więc może pomogę autorom w pracy? Może właśnie w to się zaangażuję?

Pamiętam, jak siedziałam w pokoju i zastanawiałam się, czy tak, czy nie, i czytałam Twoją ofertę. Kończący się czas przekonał mnie do podjęcia decyzji.

Stwierdziłaś, że to miejsce, w którym byłaś, przestało Cię zadowalać.

Czy zanim poznałyśmy się w Słownej Agentce, Twoja praca była w jakikolwiek sposób związana z redakcją, z korektą, z tekstami?

To była zupełnie inna bajka, ale w pracy też zdarzało mi się kontrolować i redagować materiały dla pracowników, np. materiały informacyjne, książeczki benefitowe, książeczki dotyczące ochrony zdrowia. Podobało mi się to, że mogę wejść w tekst, poprawić go i mieć swój wkład.

Mogłaś już posmakować, jak to jest układać teksty i zdania.

Chociaż zupełnie po amatorsku.

Później zrobiłaś krok, żeby przejść z tego trybu amatorskiego do eksperckiego. Czy było coś, co Cię zaskoczyło? Miałaś pierwsze doświadczenia, ale pewnie do tej pory funkcjonowałaś bardziej w sferze wyobrażeń o tym, jak to jest.

Kiedy otworzyłam po raz pierwszy Słowną Agentkę i przescrollowałam zakres kursu, to wydawało mi się, że rok to za mało, żeby wszystko ogarnąć. Ale stwierdziłam – krok po kroku.

Najpierw skupiłam się na Misjach językowych, żeby podreperować swoją wiedzę językową. Parę rzeczy mnie wtedy zaskoczyło. Potem przeszłam do podejścia bardziej holistycznego, czyli nie tylko kwestie językowe, ale również kwestie mentalne. Bez takiego wsparcia mentalnego, bez naszych spotkań na sesjach mentoringowych mogłabym mieć więcej chwil zwątpienia, a tak – nie było ich tak dużo. Starałam się nie myśleć o tym, że przytłacza mnie ilość materiałów do przerobienia.

Czerpałam z tego naprawdę dużą radość. Każdy drobny, nawet najmniejszy krok powodował zadowolenie z siebie i poczucie, że jednak daję radę i idę dalej.

Nie ukrywam, że miałam taki czas w życiu, kiedy dużo wysiłku kosztowało mnie codzienne funkcjonowanie. I dzięki temu, że podjęłam to ryzyko i dałam sobie szansę na to, żeby zdobyć nowy zawód, zaangażować się i otworzyć na nowe, na nowych ludzi, na poznawanie nowych obszarów w życiu – to dzięki temu jestem teraz wdzięczna sobie i Tobie. Bo dzisiaj to jestem zupełnie inna ja – ta sama, a jednak inna.

Mówiłaś o tym, że po drugiej stronie czekało dużo wszystkiego. Ogromny medal dla Ciebie i dla innych agentek, które mimo wszystko działają z wizją i wiedzą, po co tutaj są i dlaczego podjęły decyzję o zmianie zawodowej. To duża rzecz.

W pewnym momencie potrzebujemy zbudować kompetencje zawodowe, żeby później ze śmiałością wyjść do ludzi i świadczyć usługi. Ty równolegle pracowałaś w swojej dawnej pracy i zajmowałaś się przebranżowieniem. Jak to łączyłaś?

Byłam na długim zwolnieniu, więc miałam sporo czasu na zaangażowanie się w Słowną Agentkę. Dopiero na ostatnie trzy miesiące wróciłam do pracy i nagle się okazało, że mam jakby cztery razy więcej do zrobienia, bo jeszcze żegnałam się ze starą firmą, a już założyłam własną działalność.

Akurat tak się złożyło, że na sam koniec etatu dostałam bardzo dużo zleceń korektorskich i byłam z siebie taka dumna. To już mnie przekonało, że chcę to robić, bo to mnie bardzo rozwija i daje ogrom satysfakcji. Chociaż tak jak mówiłam, te trzy ostatnie miesiące były bardzo intensywne.

Poszłaś na całość: założyłaś firmę. Od razu chcę powiedzieć, że nie trzeba tego robić, ale to na pewno bardzo ułatwia, bo możemy bardzo prosto rozliczyć się z klientem, np. przy współpracach B2B.

Najpierw za pięć dwunasta zastanawiasz się, czy wejść do programu mentoringowego, a po dziewięciu miesiącach rodzi się Twoja firma i to Ty jesteś w niej w centrum. Rozumiem, że jest to działalność stricte korektorska?

Tak, redakcja, korekta i transkrypcja. Głównie redakcja, chociaż wcześniej myślałam tylko o korekcie. Ale chyba świat chciał, żebym zajęła się redakcją, i podsuwał mi klientów, którzy właśnie tego chcieli.

Wyjaśnię krótko, że redakcja to pierwszy etap pracy, kiedy rzeczywiście lecą grube wióry, a korekta najczęściej odbywa się na pliku PDF i teoretycznie powinny być do poprawy tylko drobiazgi. Mimo to czasami też wkraczamy z propozycjami przeredagowania zdań.

Wiele osób zaczyna najpierw od korekty, żeby w pewien sposób zahartować się w tym nowym zawodzie. U Ciebie było odwrotnie.

Powiedziałaś, że „świat podsuwał Ci klientów, którzy prosili o redakcję”. Jakie kroki wykonałaś, aby klienci zostali Ci podsunięci przez los? Bo nie wierzę, że działo się to samo.

Na pewno nie działo się to samo. Odpowiadałam na ogłoszenia na Facebooku w grupach tematycznych. Robiłam próbki tekstów. Zamieściłam kilka zajawek pod ogłoszeniami dla self-publisherów. I tak się zdarzyło, że kilka takich zleceń z Facebooka trafiło właśnie do mnie. Klientki po prostu wybierały moją pracę, bo podobały im się próbki, potem spotykałyśmy się na rozmowę online i ustalałyśmy szczegóły. Jakoś tak zawsze trafiałyśmy w swoje gusta.

Bardzo się z tego cieszę i jestem wdzięczna swoim klientkom za zaufanie, którym mnie obdarzyły. Jestem im też wdzięczna za wspaniałe opinie, które mi wystawiają.

Jedna z autorek opisała pracę ze mną w ten sposób: „Agnieszka to cudowna kobieta. Pełna uczuć i profesjonalizmu. Mój tekst zaczął jeszcze bardziej świecić. Jestem bardzo zadowolona i będę z miłą chęcią powracać do współpracy”.

Wiele osób może się zastanawiać: Jak ja w ogóle mam zacząć? Przecież nie mam doświadczenia, nie mam portfolio.

Czy to był dla Ciebie problem? Jeżeli tak, to jak sobie z nim poradziłaś?

Na początku myślałam, że to jest mój problem. Wydawało mi się, że klienci będą pytali o portfolio, o doświadczenie, o to, z kim współpracowałam, ale od pierwszych klientek nie usłyszałam takich pytań. Ani jednego. Czyli nie było to żadnym kryterium wyboru. Chodziło o prezentację na próbce tego, co potrafię, a później była rozmowa i oferta.

Bardzo pomogła mi profesjonalna oferta; do jej zrobienia skorzystałam z lekcji w Słownej Agentce. Ten profesjonalizm, który proponujesz, otwiera naprawdę bardzo dużo drzwi, za którymi są klienci. Jedna z klientek napisała mi kiedyś takie słowa: „Korekta i komunikacja na najwyższym poziomie”, a to pokazuje, że ten profesjonalizm naprawdę jest zauważalny.

Może się on przejawiać na różnych płaszczyznach. Z jednej strony dobrze ustrukturyzowana oferta, w której każdy element ma swoje miejsce, zwiększa szansę i prawdopodobieństwo, że pierwsi i kolejni klienci nam zaufają. Z drugiej strony są próbki, czyli moment, kiedy stajemy przed tekstem i pokazujemy, co potrafimy. I to jest niesamowicie ważne, bo już nie ukryjesz się za żadnym certyfikatem.

Druga ważna rzecz, nad którą warto się zatrzymać, ta kwestia tego, że niektóre osoby po prostu z nami rezonują. Może to jest dla Ciebie naturalne, aby spotkać się z drugą osobą online i pogadać, mimo że później pracujemy przede wszystkim w zaciszu domowego biura i nie kontaktujemy się twarzą w twarz z klientami. Być może ta rozmowa na początku w jakimś stopniu przesądza o wyniku. Jak uważasz?

Tak, proponując spotkanie, pokazuję swoją otwartość na klienta. Nie ukrywam się za mailami, SMS-ami czy wiadomościami na Messengerze, tylko od razu wychodzę z propozycją „zmaterializowania się”. Czasami osoby tego potrzebują, chociaż mam i takie klientki, dla których to nie jest ważne.

Chciałam jeszcze powiedzieć o próbkach. Pierwszą próbkę, którą dostałam, robiłam drżącą ręką, ponieważ dostałam wycinek ze środka książki – nie znałam kontekstu ani fabuły. Klientka nie za bardzo opowiadała o książce, wysłała mi tylko próbkę, a ja ją po prostu zrobiłam. Poczułam, że muszę zaufać swojemu instynktowi. Wiedza merytoryczna o redakcji i korekcie bardzo mi w tym pomogła. Ale ten instynkt wynikający z miłości do czytania też, ponieważ pozwala na porównania z innymi tekstami, zauważenie podobnych schematów.

Jeżeli nie lubisz czytać i czytasz mało, to prawdopodobnie nie będzie to zawód dla Ciebie. Bo czytanie – z czasów, kiedy po prostu czytało się dla przyjemności – to taki bagaż doświadczeń, który uwidoczni się w momencie, kiedy na początku drążącą ręką nanosisz pierwsze zmiany. Kwestia oczytania jest istotna.

Też tak myślę i pamiętam, że pewna autorka była zadowolona z odważnej redakcji, którą wykonałam. Nie mówiłam, że wszystko jest super, tylko odważyłam się pokazać swoją metodę, której wtedy jeszcze nie byłam pewna. Ale jak widać – sprawdziła się.

Sprawdziła się też przy pracy nad powieścią romantasy; jej autorka – Małgosia – stwierdziła, że podczas redakcji wykazałam się „niezwykłą kreatywnością”.

Pewność siebie buduje się w czasie i w kontakcie z realnymi klientami. Przynajmniej niektórzy klienci nie oczekują głaskania po głowie, ale szczerości. Możemy wcielić się w przyszłych czytelników i wiele wnieść od siebie do tekstu.

Przypomnijmy, że mamy rok 2025 i niektórzy mówią, że ten zawód już umarł. A Ty zakładasz firmę i masz klientów. Co zadecydowało o tym, że tak to się u Ciebie potoczyło i masz takie efekty?

Nie słuchałam tego, że ten zawód umarł. Nie wierzyłam w to, widząc liczbę książek, które są cały czas wydawane. Nawet nie miałam do tej pory świadomości, ile osób pisze.

Zupełnie nie uwierzyłam w to, że ten zawód umiera, bo wiem, że ludzie mają potrzebę chociażby dotknięcia książki.

Nie mogę powiedzieć, że w moim przypadku to był jeden czynnik: było ich wiele. Część mogło być zupełnie nienazwanych; po prostu pozwoliłam się ponieść swojej intuicji i instynktowi, którym nauczyłam się wierzyć.

Nauczyłam się też wierzyć w siebie i w swoje zdolności. Nie słuchałam osób, które mówiły mi: „Po co Ty to robisz? Kto tu jeszcze cokolwiek pisze? Może nie znajdziesz klientów”. I nagle się okazało, że ja to zupełnie przeformułowałam. Powiedziałam: „A co się stanie, jeżeli znajdę klientów? Co się stanie, jeżeli uwierzę w to, że jest dla mnie miejsce na rynku, mimo że wiem, że jest bardzo dużo korektorek i ciężko jest się przebić?”. To wszystko jest w naszej głowie.

W pewnym momencie nie myślałam o „przebijaniu się”, nie myślałam o konkurencji. Myślałam o szansach, które gdzieś na mnie czekają. I chciałam je wpuścić.

Myślę, że zadziałało też słuchanie afirmacji, które nagrywałaś. Otwarcie się, szukanie, pisanie do ludzi. Nawet czasem zdarza mi się zadzwonić do jakiejś osoby, która dała ogłoszenie, i z nią po prostu porozmawiać.

Tego AI raczej nie zrobi.

Plus jest też taki, że jestem już wyczulona i wiem, kiedy ktoś pisze z AI. Tego nie da się ukryć. To jest sztuczne, nie ma stylu albo jest pomieszane.

Akceptuję to, że niektórzy z tego korzystają, nie potępiam tego w żaden sposób, bo każdy ma prawo do takiej twórczości, jakiej chce. Uważam jednak, że to, co płynie z serca i z głowy, jest bardzo indywidualne i naznaczone spojrzeniem autora. To jest niesamowite, bo można tę osobę lepiej poznać, dowiedzieć się, czym się interesuje.

Gdzieś słyszałam, że niektórzy mówią, że piszę dlatego, że ten świat jest dla mnie niewystarczający. Chcę być głębiej i pokazać to światu.

Tak, to jest właśnie twórczość. Podoba mi się Twój mindset – nawet jeżeli zdarzyło Ci się słyszeć rady od bliskich, którzy mieli na względzie Twoje dobro, to Ty postanowiłaś posłuchać swojego głosu, swojego serca. Ja też wiele razy w życiu poszłam za intuicją. Zamiast myśleć: „Co będzie, jeżeli nie?”, pomyślmy: „Co będzie, jeżeli tak?” – i Ty to właśnie tak rozgryzłaś.

Co teraz dzieje się w Twoim życiu zawodowym? Czy zajmujesz się tylko redakcją i korektą?

Tak, jestem w pełni korektorką i redaktorką. Nawiązałam współpracę z koleżanką, która również jest absolwentką Słownej Agentki. Od nowego roku rozpoczynam współpracę z wydawnictwem, co jest dla mnie wielkim skokiem. Zupełnie się nie spodziewałam takiego obrotu spraw. Nawet myślałam, żeby startować jeszcze z wirtualną asystenturą i zapełnić ewentualne luki w kalendarzu, chociaż ciężko mi teraz znaleźć jakieś wolne terminy w grafiku, za co jestem wdzięczna.

Cieszę się z tego, że mam zlecenia, że w jakiś sposób magnetycznie przyciągam klientów. Oby tak dalej. I właśnie patrzę na kartony z książkami, które do mnie przyszły.

Z książkami, które będziesz poprawiać, czy z już wydanymi?

To wydane książki. Moje zadania będą oscylowały wokół gotowych publikacji, prawdopodobnie zajmę się kontaktem z recenzentami. Nie wiem dokładnie, jak to będzie wyglądało, ale dzieje się.

Zdążyłam się już osadzić we własnej firmie; nawet nie miałam czasu, że na coś musiałam czekać. To się zaczęło rozkręcać jak kula śniegowa. Często wybrzmiewa w mojej głowie: „To jest niesamowite, to się dzieje!”.

„Nie spodziewałam się tego. Wow, jak to możliwe, kto by pomyślał?” – często słyszę te słowa od swoich agentek. Czasami trzeba się odważyć, mieć marzenia, a jednocześnie nie tylko afirmować, ale też zrobić konkretne kroki. Najpierw kompetencje, a potem wychodzenie do świata.

Jak poradziłaś sobie z momentami, kiedy nie wszystko układało się po Twojej myśli? Być może potrzebowałaś przeczekać pewien okres, kiedy oferty nie zostały zaakceptowane albo Twoje komentarze nie zostały przez nikogo odczytane? Miałaś jakąś myśl lub jakiś obraz w głowie, które wspierały Cię w tym czasie?

Tak, przeżyłam coś podobnego. Czasem wysyłałam oferty klientom i nikt się nie odzywał. Czasem ktoś odczytał wiadomość i nie przystał na propozycję rozmowy. Albo były sytuacje, kiedy umawiałam się z klientem albo z klientką na rozmowę i ta osoba nie pojawiła się na spotkaniu. Miałam chwile, kiedy myślałam, że, kurczę, to chyba nie wypali, ale zawsze brzmiały mi wtedy w głowie Twoje słowa: „Nie każdy klient będzie Twoim klientem”. Nie każda osoba Cię polubi; nie jesteśmy zupą pomidorową, żeby trafiać w gusta większości.

Ta lekcja ze Słownej Agentki bardzo mi pomogła w radzeniu sobie z sytuacjami, kiedy ktoś mówi mi: „Tak, przyjmuję ofertę. Proszę przygotować umowę”, a gdy ją przygotuję i wyślę z fakturą pro forma, następuje cisza. Później się przypominam i słyszę, że „Wszystko w porządku. Dzisiaj wyślę przelew”, a potem dalej cisza. Podchodzę do takich sytuacji z myślą: „No trudno, widocznie to nie ten klient”.

Patrzę też na to ze swojej perspektywy: jeżeli spotykam się z takim zachowaniem, to zapala mi się czerwona lampka, że być może ta współpraca nie będzie się układała, jeżeli do niej dojdzie. Dużo się nauczyłam z różnych współprac – też o ludziach – dzięki osobom, które towarzyszyły mi podczas pierwszych prób.

Każda taka sytuacja czegoś Cię nauczyła. Czasami to lepiej, gdy taka osoba się nie pojawi i rozchodzimy się bez żadnej złej energii po drodze.

Wspomniałaś o ważnej sprawie: żeby na bardzo wczesnym etapie współpracy wystawić pro formę, a nie fakturę końcową. Mówimy o tym w kroku dziesiątym Słownej Agentki; to ważne, żeby nie robić sobie pod górkę.

Za każdym razem, kiedy wystawiam fakturę pro forma, myślę, że to odsiew. Jeżeli ktoś mi nie zapłaci, to nie ponoszę żadnych konsekwencji, więc jestem bezpieczna. Mam bezpieczną umowę i faktury, zabezpieczyłam się też polityką prywatności.

Chciałam tu też powiedzieć, że warto zainwestować te parę złotych w swoje bezpieczeństwo, bo nie zawsze wiadomo, na kogo się trafi i co mu będzie przeszkadzało.

Dzięki umowie zyskujemy klarowność ustaleń i przygotowujemy się na przypadek, gdy coś pójdzie nie tak. To pomaga w działaniu i na pewno wpływa na to, jak jesteś postrzegana: świadczy o profesjonalizmie i obok oferty, którą pokazujesz na początku, buduje Twoją markę i wpływa na to, jak jesteś postrzegana. Bardzo Ci gratuluję, że pospinałaś te wszystkie rzeczy.

Czego mogłabym Ci życzyć? W którym kierunku chcesz pójść?

W tym, w którym idę. Mam jeszcze w planach kurs składu, który jest już wykupiony, ale leży i chyba czeka na swój moment. Wszystko ma swój czas.

To świetne połączenie: redagujesz, korygujesz, a jednocześnie możesz składać teksty, czyli nadawać im oprawę graficzną. Cudowne rozwiązanie, kiedy klient przychodzi do Ciebie i uzyskuje wszystko, czego mu potrzeba.

Wiem, że często autorzy tego oczekują, bo o to proszą i pytają. Mam tu tak jakby przetarte ścieżki, bo moje koleżanki po fachu bardzo mi pomagają.

Może pochwalę się jeszcze moją pierwszą fizyczną książką – to tomik wierszy. Czekam na pozostałe, będę pokazywać je w portfolio. Beata, autorka tomiku, wystawiła mi jedną z najbardziej emocjonalnych opinii: „Agnieszka z niezwykłą uważnością i delikatnością pochylała się nad każdym słowem, zachowując autentyczny rytm i emocje mojej poezji. […] tekst nabrał klarowności, nie tracąc swojej duszy. Dziękuję za serce, spokój i za to, że dzięki Tobie moje słowa mogły wybrzmieć jeszcze piękniej”.

Co mogłabyś powiedzieć swoim koleżankom, które się wahają albo nie widzą jeszcze efektu kuli śniegowej?

Nie pozwólcie, żeby chochliki siedziały Wam na ramieniu i mówiły, że nie dacie rady, że to nie dla Was.

Zawsze warto spróbować. Zawsze warto zobaczyć, czy to dla mnie.

Ja się przekonałam, że to dla mnie. Będę to kontynuowała i się rozwijała. Z każdym zleceniem dowiaduję się czegoś nowego, czegoś ciekawego. Każde zlecenie jest inne, każdy klient jest inny. Warto działać.

W naszej pracy trudno o nudę: różne tematy, różne gatunki. Chociaż często wybieramy sobie gatunki, które nas najbardziej interesują, lub rodzaj współpracy, to i tak czeka nas nieprzebrana rozmaitość.

Warto zaufać wszechświatowi – o ile dana osoba wierzy w takie rzeczy (ja akurat wierzę). Wszechświat podsyła nam takie, a nie inne książki i zlecenia. Do mnie zaczęły spływać na początku książki rozwojowe, o poszanowaniu siebie, o dbaniu o siebie – i to mnie przekonało, że to jest dla mnie i że to lubię.

Samo czytanie o takich sprawach to nie tylko okazja do rozwoju kompetencji językowych i ugruntowywania wiary we własne umiejętności, ale też rozwijanie siebie poprzez wiedzę, którą niejako konsumujesz podczas czytania.

Kiedy mówiłaś o tym, że wszechświat zsyła nam pewne rzeczy, przypomniała mi się jedna z afirmacji, którą mamy w Słownej Agentce – „Wszystko dzieje się w idealnym dla mnie momencie”. Twój idealny moment nastąpił za pięć dwunasta.

Pięknie to rozwinęłaś. Zbudowałaś kompetencje, które pozwoliły Ci wejść na rynek i podpisywać się śmiało swoim imieniem i nazwiskiem.

Chciałabym przy okazji odczarować przekonanie, że do naszej branży można wejść ot tak. To zawód jak każdy inny. Może nie trzeba czekać pięć lat, jak na studiach medycznych, ale rok to dobry czas, żeby ugruntować pewne rzeczy i pouzupełniać luki. Cieszę się, że spędziłaś ten rok ze Słowną Agentką.

Gdzie Cię można znaleźć?

Można mnie znaleźć na Facebooku pod nazwiskiem Agnieszka Sikorska, w nawiasie mam napisane, że jestem korektorką i redaktorką. Jestem również na Instagramie jako Korektorka w krainie słowa. Zapraszam, znajdziecie tam dane kontaktowe. Moi dotychczasowi klienci byli zadowoleni, tak że polecam się.

Trzymam kciuki za Twoje działania i wielkie dzięki, że podzieliłaś się swoją historią. Twoja droga pokazuje, że przekonanie „idę w to na sto procent” przynosi efekty.

I przede wszystkim działanie. Ja też chcę Ci podziękować za wsparcie. Bardzo pomogło mi to, co się działo w tak zwanym międzyczasie, czyli korzystanie z kursu i słuchanie Twoich słów.

Dziękuję też osobom, które ze mną współpracują, m.in. absolwentce Słownej Agentki Magdzie – to cudowna, otwarta i pomocna kobieta. Warto budować sieć współpracy, bo z tego rodzą się naprawdę fajne rzeczy.

Kartka
Ewa Binda autorka artykułu
Rozmowę przeprowadziła

Ewa Binda

Nazywam się Ewa Binda. Pracuję z tekstami od lat, choć z wykształcenia jestem japonistką – sama przeszłam drogę zmiany zawodowej i wiem, jak wiele pytań pojawia się na jej początku.

Tworzę program mentoringowy Słowna Agentka, w którym pokazuję, jak wejść do branży i odnaleźć w niej swoje miejsce – i nawet jeśli dziś nie masz „idealnego CV” ani stuprocentowej pewności.

Może jesteś w miejscu, w którym nie chcesz już tylko słuchać o czyjejś zmianie – chcesz podjąć własną decyzję.
W programie Słowna Agentka pokazuję, jak przejść drogę od zawieszenia do pierwszych płatnych zleceń i świadomego budowania swojej pozycji w branży.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *.

Tak, chcę otrzymać prezent!

.

Tak, chcę otrzymać prezent! Cokolwiek.

Tak, chcę otrzymać prezent!

.

Chcesz, żeby Twój tekst był zniewalająco obłędny?
Chętnie przygotuję dla ciebie ofertę.