Koniec pisania?

Tak naprawdę to dopiero początek

Właśnie skończyłeś swój tekst. Ostatni raz wcisnąłeś klawisze Ctrl + S i tylko krok dzieli Cię od pokazania światu efektów swojej pracy.
Włożyłeś w pisanie całe serce; poświęciłeś wiele dni, a może nawet tygodni, żeby przelać swoje myśli na papier, ożywić bohaterów i przekazać swoją wiedzę.

Tak bardzo zżyłeś się ze swoim tekstem, że jesteście jak nierozłączny duet – niczym Bonnie i Clyde albo Sherlock Holmes i John Watson.
Z jednej strony pewnie czujesz dumę i ulgę – udało Ci się doprowadzić do końca skomplikowany proces.
Ale z drugiej strony masz pewne obawy:

Jak sprawić, aby Twój tekst wywoływał ochy i achy

Mam dla Ciebie dobrą wiadomość.
Żeby Twój tekst był bezbłędnie obłędny:

Po prostu potrzebujesz doświadczonego redaktora i korektora.

Redaktor i korektor – czyli kto i po co?

Redaktor bywa często mylony z korektorem – choć tak naprawdę zakres obowiązków każdego z nich jest zupełnie inny.

1. Redaktor

Sprawdza tekst jako pierwsza osoba po autorze.

Tropi błędy, wygładza, eliminuje nieścisłości, zaznacza miejsca niejasne i wymagające uzupełnienia, w razie potrzeby sugeruje różne rozwiązania głębiej ingerujące w strukturę tekstu (np. proponuje zmianę kolejności akapitów, wyróżnienie jakichś dodatkowych elementów graficznych, skrócenie niektórych partii).

Pracuje zwykle na pliku tekstowym (Word, Google Docs itp.).

2. Korektor

Jego główną misją jest upewnienie się, że w tekście nie czają się już żadne błędy. Zwykle pracuje na pliku PDF z już niemal gotową książką, więc oprócz błędów językowych bierze na celownik także pomyłki edytorskie – powstałe podczas składu i łamania książki.

(Chcesz się dowiedzieć więcej o tym, czym zajmuje się redaktor, a czym korektor? Zajrzyj do mojego artykułu).

Czy Twój tekst naprawdę potrzebuje redakcji i korekty?

Powiem krótko: redakcja i korekta to niezbędny etap pracy nad tekstem. Każdym tekstem.

Kiedy piszesz wiadomość do klienta, nieświadomie sam wcielasz się w rolę redaktora i korektora: czytasz tekst co najmniej dwa razy przed wysłaniem, poprawiasz literówki, zmieniasz niektóre słowa.

Ale gdy w grę wchodzą „poważniejsze” teksty – takie jak książki, artykuły, teksty na strony sprzedażowe, materiały szkoleniowe – lepiej powierzyć to zadanie komuś, kto językiem zajmuje się na co dzień: profesjonalnemu redaktorowi i korektorowi tekstu.

Dlaczego warto zlecić pracę specjaliście?

Dlaczego Twój tekst chętnie oddałby się
w ręce Słownej Agentki?

Jakiego rodzaju teksty poprawiałam do tej pory?

Co się znajdzie na moim celowniku?

Wytropię za Ciebie wszystkie językowe usterki i rozprawię się z błędami – jednym kliknięciem myszki przeniosę je w niebyt.

Działam tak, żeby nie zostawiać śladów ani ofiar –
na końcu pozostanie tylko ON: bezbłędny tekst.
Ale pamiętaj, że ostatnie słowo należy do Ciebie.
Moim zadaniem jest towarzyszenie Ci na tej drodze i udzielenie Ci językowego wsparcia.

Specjalna oferta dla self-publisherów

Przymierzasz się do wydania swojej książki bez udziału wydawnictwa?

W ramach Centrum Korekty mogę zaopiekować się Twoim tekstem – od pliku Word aż do momentu przekazania książki do druku.

 

Cały proces składa się z kilku etapów:

(Czytałeś już mój artykuł „14 kroków do stworzenia książki – proces wydawniczy w pigułce”? Znajdziesz go tutaj). 
Najczęściej zajmuję się osobiście redakcją, a więc „pierwszym czytaniem po autorze” – wszystko to w ścisłej współpracy z Tobą.

Kiedy zaakceptujesz zmiany, przygotowuję tekst do składu i przekazuję go jednemu z moich sprawdzonych grafików (jeżeli chcesz, może także zaprojektować layout Twojej książki).

Później pora na korektę – ten etap powierzam zwykle drugiej osobie z mojego stałego zespołu: bo co dwie pary oczu, to nie jedna. Jednak zawsze stoję tuż obok i czuwam nad tym, aby wszystko zmierzało gładko ku happy endowi.

Ostatnie weryfikacje, tekst na okładkę, uzupełnienie numerów stron w odwołaniach, blurby, podmiana zdjęć na hi-resy, kod kreskowy…

Voilà, książka gotowa!

FAQ

Muszę Cię zmartwić: o ile autokorekta w Wordzie albo różne dostępne w internecie aplikacje pomogą Ci w poprawieniu prostych literówek, nie są w stanie zastąpić człowieka.

Nie mają językowego zmysłu i wyczucia stylu, nie potrafią rozróżniać kontekstów, weryfikować danych i ujednolicać niektórych elementów.

Oczywiście na co dzień są bardzo przydatne i na pewno nieraz uchronią Cię przed popełnieniem błędu.

Ale jeżeli zamierzasz opublikować swój tekst i pokazać go szerszemu gronu, dla własnego spokoju pokaż go specjaliście.

Potraktuj redakcję i korektę Twojego tekstu jako inwestycję, która zwróci Ci się w postaci zadowolonych czytelników i klientów.
Oczywiście – pod warunkiem że jesteś korektorem albo redaktorem 😉 Ale jeżeli specjalizujesz się w czymś innym, znajdź zaufanego redaktora.

Tak, o ile Twój tekst został już raz „przeczytany” przez innego redaktora – nie wystarczy, że samodzielnie poprawisz swój tekst.  

Dlatego możesz zlecić mi korektę pod warunkiem, że pierwszy etap prac powierzyłeś innemu profesjonalnemu redaktorowi. Wtedy moim zadaniem będzie wyłapanie ewentualnych błędów przeoczonych na etapie redakcji.

Nie wykonuję wybiórczych redakcji czy korekt – skupiam się na całości i poprawiam błędy różnego typu, nie tylko interpunkcyjne czy ortograficzne. Tekst czytam od deski do deski i nie mogłabym przejść obojętnie obok  innego rodzaju błędów, które wytropiłabym podczas lektury.
Każdy tekst wyceniam indywidualnie: stawka zależy od tego, w jakim jest „stanie” i czego dokładnie ode mnie oczekujesz. Dlatego napisz mi coś więcej o swoim projekcie i załącz kilka próbek, najlepiej z różnych partii tekstu. Możesz to zrobić poprzez formularz kontaktowy. Na tej podstawie będę mogła bezpłatnie przygotować dla Ciebie niezobowiązującą ofertę.
Dziennie jestem w stanie zredagować średnio 1 arkusz wydawniczy (czyli tekst o objętości 40 000 znaków ze spacjami). Korekta zajmuje połowę tego czasu. Moje próby magicznego wydłużenia doby i sklonowania się spełzły na razie na niczym.

Dlatego jeżeli chcesz powierzyć mi swój tekst, nie zwlekaj za długo i od razu napisz do mnie maila – zarezerwuję dla Ciebie termin i na spokojnie ustalimy wszystkie szczegóły.
Podczas redakcji pracuję na pliku tekstowym (Word), korzystając z trybu rejestracji zmian – dzięki temu widzisz wszystkie językowe poprawki, które wprowadziłam.

Dodatkowo możesz się spodziewać komentarzy z sugestiami lub prośbami o wyjaśnienie czy doprecyzowanie niektórych elementów. Wprowadzone zmiany możesz zaakceptować jednym kliknięciem.

Podczas korekty po składzie, gdy książka jest już w postaci pliku PDF, swoje poprawki nanoszę prosto na ten plik za pomocą komentarzy – Twój grafik nie będzie miał problemu z rozszyfrowaniem mojego pisma.

A żeby nie dopuścić do błędów na tym ostatnim etapie, na koniec weryfikuję naniesienie korekty (czasem zdarza się, że robię to więcej niż raz 😉).
Przyświeca mi zasada, żeby nie poprawiać dobrego na dobre. Działam z wyczuciem – to owoc zredagowania setek książek i współpracy z dziesiątkami autorów.

Potrafię odróżnić celowe językowe zabiegi od zwykłych błędów – tym drugim mówię zdecydowane „nie”. Propozycje większych zmian zamieszczam w komentarzach, żeby autor mógł się do nich odnieść.

To w efekcie współdziałania autora, redaktora i korektora powstaje nowa, udoskonalona wersja tekstu – z rozpoznawalnym stylem, ale za to bezbłędna.
Kiedy już ustalimy wszystkie szczegóły i podpiszemy umowę, wyślę Ci fakturę pro forma. Po zaksięgowaniu środków przystąpię do akcji – i nic mnie nie powstrzyma przed zlikwidowaniem błędów.
Redaktor i korektor są tylko ludźmi – mogą coś przeoczyć, zwłaszcza jeżeli zmian w tekście jest sporo, a deadline już majaczy na horyzoncie.

To dlatego nie wystarczy, że ktoś raz przeczyta Twój tekst.

Poza tym redakcję i korektę warto powierzyć dwóm różnym osobom – to da gwarancję niemal 100-procentowej poprawności tekstu.

Współpracuję ze sprawdzonymi korektorami, więc nie musisz szukać już nikogo na własną rękę. Zostaw to mnie.